niedziela, 27 stycznia 2013

metamorfoza

Po raz pierwszy dotknęło mnie to, co przeciętnego człowieka dotyka notorycznie lub co najmniej sezonowo. Wiecie jak to jest, wiosna, lato, jesień, zima, poniedziałek, Nowy Rok, 18, 30, 50 urodziny-każdy powód jest dobry, aby coś w dotychczasowym życiu zmienić. Zawsze byłam  gorliwą przeciwniczką takich zabiegów, po co, po co, po co, mamona, mamona, mamona. Jak widać wybrałam sobie najlepszy na to czas, w niespełna 96 dni do matury.
Podczas tej obrzydliwej choroby nachodzą mnie jeszcze obrzydliwsze refleksje nad tym, że właściwie klasa maturalna została najgorzej usytuowana w całym moim życiu. Miłość, pasja sława-niczym opowieść o szarlatańskim Paganinim, a może paradoksalnie jest to dobry okres?
Zamiast nad studiami, maturą, książkami rozmyślam nad makijażem, zastanawiam się jakie upięcie włosów jest dla mnie idealne oraz w którym lakierze paznokcie prezentują się najkorzystniej. Z jednej strony to próżne, z drugiej-przecież jestem kobietą<3
Mam taki straaaaaaszny mętlik w głowie, odechciało mi się Pragi, bo ciągle myślę o tym, czego nie przygotowałam do szkoły i jakie zaległości mi się szykują. Właściwie szkoła to kiepski temat dla mnie i naukowo, i społecznościowo rówież.


dobranoc, pe :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz