Podczas tej obrzydliwej choroby nachodzą mnie jeszcze obrzydliwsze refleksje nad tym, że właściwie klasa maturalna została najgorzej usytuowana w całym moim życiu. Miłość, pasja sława-niczym opowieść o szarlatańskim Paganinim, a może paradoksalnie jest to dobry okres?
Zamiast nad studiami, maturą, książkami rozmyślam nad makijażem, zastanawiam się jakie upięcie włosów jest dla mnie idealne oraz w którym lakierze paznokcie prezentują się najkorzystniej. Z jednej strony to próżne, z drugiej-przecież jestem kobietą<3
Mam taki straaaaaaszny mętlik w głowie, odechciało mi się Pragi, bo ciągle myślę o tym, czego nie przygotowałam do szkoły i jakie zaległości mi się szykują. Właściwie szkoła to kiepski temat dla mnie i naukowo, i społecznościowo rówież.
dobranoc, pe :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz